Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nie djablę — ktoś zaprzeczył — pan bardzo pobożny.
Tak, pobożny, lecz dziwna to była pobożność: nie przeszkadzała wcale rozmijać się z prawdą, złem odpłacać za dobre.
Nadwornym kaznodzieję miał księdza Piotra Skargę, prawie świętego męża, niby go słuchał i poważał wielce, a zawsze swoje broił.
Dumny, skryty, milczący, nikomu nie powierzał myśli ani zamiarów, często niedorzecznych albo szkodliwych dla Polski.
Bo niestety, ojczyzna matki pozostała mu obojętną, i gotów był zawsze poświęcić jej dobro dla swoich osobistych interesów.
Jan Zamoyski rozpaczał: on to go przecież osadził na tronie. Tyle spraw ważnych czeka mądrej rady, przyszłość od nich zależy, a król nie chce wiedzieć o niczem. Marnuje piękne plany Batorego, lekceważy prawa narodu, zobowiązań nie dotrzymuje, o losy kraju nie dba.
Nie miała jeszcze Polska takiego monarchy — Henryk Walezy za krótko panował, aby mógł jej wyrządzić krzywdę, ale Zygmunt — zastał Polskę kwitnącą, zostawił ginącą.
Za pomoc do odzyskania korony szwedzkiej, której po śmierci króla Jana odmówili mu Szwedzi, gotów był sprzedać Polskę Austrjakom i układał się z nimi o to potajemnie.
Zawezwany przed sąd narodu, wyparł się własnych czynów, uroczyste dając obietnice, których spełnić nie myślał.