Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 10 - Rey -Kochanowski.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


telną nauką, — ci świecili przykładem, zdobywali sławę; inni pragnęli im także dorównać, więc młodzież się kształciła, mnożyły się księgi, oświata stała wysoko, a głupiec lekceważony przez wszystkich, nie miał żadnego znaczenia, i wstydząc się nieuctwa, dbał przynajmniej o to, aby synów lepiej wychować.
Zamiłowani w życiu towarzyskiem i gościnni Polacy, coraz nowe obmyślali zabawy i żarty, aby wszystkim było wesoło, lecz zarazem, ażeby ta wesołość przystojną była i godną ludzi oświeconych, którzy nie na to przecież się zbierają, aby zjeść razem smacznie, lub się upić. Dlatego to powiedział Kochanowski:

Milczycie w obiad, mój panie Konracie?
Czy tylko na chleb gębę swą chowacie?[1]


Takie żartobliwe wiersze czyli fraszki sypały się przy stole, ożywiając rozmowę dowcipem, czy to wytykając zręcznie jakąś wadę, czy opowiadając zabawne zdarzania, czy podając nawet nieraz myśl poważną, która zająć powinna wszystkich, np.:

Prawa są równie jako pojęczyna:
Wróbl się przebije, a na muszkę wina.[2]


I zaczyna się rozmowa o tem, jak prawa należy poprawić, gdzie są lepsze, które naśladować trzeba. Albo:

Nie — kto ma złoto, ma perły, ma szaty,
Ale kto na swem przestał, ten bogaty.[3]


  1. Przypis własny Wikiźródeł Fraszka I, 25 — „Na Konrata“.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Fragment z utworu „Na XII tablic ludzkiego żywota“, tablica VII.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Tamże; tablica IX.