Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 10 - Rey -Kochanowski.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Powiedzże mi raz jeszcze.
— Zapomniałam. Inny mi się przypomni.
Ukazał się wreszcie gość oczekiwany. Kochanowski przedstawił mu całą rodzinę, hetman miał dla każdego grzeczne słówko, lecz wesoła Urszulka szczególniej mu się podobała.
— Cóż to za złoty ptaszek! — mówił, biorąc ją na ręce. — Więc ty dla mnie kwiatki zbierałaś? — Bardzo ci za nie dziękuję. Śliczne kwiatki, ale Urszulka ładniejsza. Bo i ty kwiatkiem jesteś, czy wiesz o tem? Tylko nie wiem, jakim. Może niezapominajką, bo masz takie jasne, błękitne oczęta. Czy nie zgadłem?
Urszulka zakłopotana, wstydziła się obcego, spuszczała powieki i siedząc na kolanach, dotykała paluszkami pięknych, świecących guzów u żupana, które w kosztownych sukniach służyły głównie do ozdoby i bywały z drogich kamieni.
— Cóż? — pytał znów po chwili hetman — widzę, że ci się podobają te guziczki?
Urszulka podniosła na niego spojrzenie:

Pięknie, cudnie i bogato,
Jak u nikogo na świecie,
Ale gdybyć Bóg dał dziecię,
Dałbyś wszystko za to!


— I któż cię tego wierszyka nauczył? — pytał zdziwiony hetman, przypuszczając, że ktoś z rodziny ułożył go dla dzieweczki.
— Nikt — odparła Urszulka, — ja tak sama.
— Sama takie ładne wierszyki układasz?