Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 07 - Jadwiga i Jagiełło.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na polach Grunwaldu rozstrzygały się losy narodów: kto nie zwycięży tutaj, musi zginąć.
Więc oba kraje szły po śmierć lub życie, a ciężka i mordercza praca ich rycerzy była walką o wolność, o istnienie.
Potężny Witold na czele Litwy i Tatarów walczył jak lew raniony, — rycerstwo polskie składało dowody nieustraszonej odwagi i męstwa — i szala sprawiedliwości przeważyła: zdradziecki Zakon upadł, złamany na zawsze.
Krzyżacy, lekceważąc do ostatniej chwili nieprzyjaciela, butni i zarozumiali, na szyderstwo przysłali Jagielle dwa miecze, by zmusić go nakoniec do rozpoczęcia bitwy.
Bo Jagiełło także do ostatniej chwili łudził się jeszcze nadzieją pokoju, i choć dwa wojska stały naprzeciwko siebie, on zatopiony w gorącej modlitwie, nie wydawał hasła do boju.
Zniecierpliwiony Witold zostawił wreszcie brata przy ołtarzu, a sam przebiegał szyki, ustawiał, gotował do pierwszego spotkania, dodawał odwagi, zachęcał i obiecywał zwycięstwo.
Wtem z piersi stutysięcznej zabrzmiała poważna pieśń bojowa:

Bogu-Rodzica, dziewica!


I rozpoczęła się walka straszliwa. Pierwsze natarcie Litwinów odparte, szyk złamany, rozsypka. Lecz Polacy wspierają pierzchających, walka wre już wszędzie na olbrzymiem polu: huk strzałów, krzyki, jęki, szczęk oręża, rozkazy, nawoływania, tętent koni.