Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




Pochodząc z rodu arjan polskich, a bezpośrednio z trzech aż pokoleń pastorów protestanckich, dźwigał Nietzsche nie lada brzemię we krwi i na duchu. W istocie, trudno wyobrazić sobie ile atmosfer ciśnienia tego protestantyzmu wytrzymywać musiała na sobie ta dusza, zmontowana wprawdzie solidnie w szkołach niemieckich. Der sittliche Ernst, — pojęcie, które nie da się wprost przełożyć w właściwem brzmieniu powagi, dostojeństwa i ołowiu, pociągającego ku dnom, ku etycznym spodom i podspodom rzeczy wszelkich, — der sittliche Ernst w rodzinie patrycjatu eklezjastycznego sprawił, że nie na swawoli czasem, nie życia radością i miłości zachwytliwą porą była dlań młodzieńczość, lecz... „wielbłądem“ był duch na początku.
Może dzięki temu po części, mógł być powołany w 21-ym roku życia na katedrę filologji klasycznej do Bazylei. Pomieniał tedy plebanję i jej „kadzidelne wonie“ na te poklasztorne zazwyczaj mury, kędy uczeni spalają sobie wzajem kadzidła śród intryg, i gdzie der sittliche Ernst akademickiego Sanhedrynu przystroił go w togę, beret i patos nie wiele co różne od pastorskich. Młodzieńczy duch... klęka. „Klęka wielbłąd, aby go dobrze obładowano... Powiedzcie mi, co jest najcięższe? Nie jest-że to: żywić się żołędźmi i trawą poznania i w imię prawdy na głód duszy cierpieć?“.
Trzeba było głębokiego nurtu twórczości niezależnej, aby po niejakim czasie zerwać się z kolan i uciec od profesury. Przyszło mu to jednak tak ciężko, że „wielbłąd“