Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



WŚRÓD CÓR PUSTYNI

1

„Nie odchodź, rzekł wówczas pielgrzym, zwący siebie cieniem Zaratustry, pozostań z nami, — gdyż dawna głucha żałość gotowa nas znów ogarnąć.
Już stary wiła swem najgorszem zadrwił z nas w najlepsze i spojrzyj tylko: dobry, pobożny papież ma łzy w oczach i wypłynął już całkowicie na mórze posępku.
Ci królowie zaś nadrabiają widocznie miną: pośród nas wszystkich oni nauczyli się dziś tego najlepiej! Gdyby wszakże świadków tu nie było, trzymam zakład, wszczęłaby się i u nich ta zgubna igraszka —
— zgubna igraszka przeciągających chmur, wilgotnych smętków, przysłoniętego nieba, skradzionych słońc, wyjących wichrów jesiennych,
— zła igraszka naszego wycia i wołania na pomoc: pozostań przy nas, o Zaratustro! Wiele tu utajonej niedoli, co przemówić pragnie, wiele wieczora, chmur, wiele dusznego powietrza!
Karmiłeś nas tęgą męską strawą i krzepkiemi przypowieściami: nie dozwól, aby na zakończenie uczty opadły nas znów gnuśne kobiece duchy!
Ty jeden czynisz wokół siebie powietrze rzeźkiem i jasnem! Czyż znalazłem gdziekolwiek na świecie tak dobre powietrze jak w twej jaskini?
Wiele krain wszak widziałem, nos mój nawykł rozliczne powietrza badać i oceniać: u ciebie wszakże doznają me nozdrza największej rozkoszy!