Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/358

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tu i wielkiego przesytu, oraz tego, co szczątkiem Boga nazwaliście,
— nie! Nie! Po trzykroć nie! Na innych czekam ja w tych górach i bez nich nogą stąd nie ruszę,
— czekam na wyższych, bardziej krzepkich i zwycięskich, bardziej ochoczych i dorodnych ciałem i duchem: śmiejące się lwy przyjść tu muszą!
O goście moi i przyjaciele, wy dziwni, — czyście nic nie słyszeli o dzieciach moich? Ani o tem, że podążają już ku mnie?
Mówcież mi o moich ogrodach, o mych wyspach szczęśliwości, o mym nowym urodziwym gatunku — czemuż nie mówicie o tem?
O ten gościniec dopraszam się od waszej ku mnie miłości, abyście mi o dzieciach mych mówili. Kwoli temu jestem bogaty, kwoli temu stałem się ubogi: czegóż nie oddałem,
— czegóżbym jeszcze nie oddał, w zamian za to jedno: za te dzieci, ten żywy posiew, te drzewa mej woli i mej najwyższej nadziei!“
Tak rzekł Zaratustra i zatrzymał się nagle w swej mowie: gdyż owładnęła nim tęsknota, zamknął oczy i usta w poruszeniu serdecznem. I goście jego milczeli również: stali niemowni i zmieszani: tylko stary wróżbiarz rękoma i miną dawał jakieś znaki.