Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


już nogę, aby to złe miejsce opuścić. Lecz oto martwa głusz ocknęła się głosem: na ziemi zabuzowało coś w bełkocie i rzężeniu, jak woda, gdy nocą w nawpół zatkanych rurach bełkocze i rzęzi; wreszcie wyłonił się z tego głos ludzki i ludzka mowa: — brzmiała ona tak:
„Zaratustro! Zaratustro! Zgadnij mą zagadkę! Powiadaj! Mów! Czem jest zemsta na świadku?
Ja cię wstecz przywabiam, gładki tu jest lód! Bacz-że, bacz, aby duma twa nóg tu nie połamała!
Mądrym się mniemasz, dumny Zaratustro! Odgadnij-że mi tę zagadkę, ty twardy łuskaczu orzechów, zagadkę, którą ja przedstawiam! Powiadaj więc kimże jestem ja!“
Gdy Zaratustra te słowa usłyszał — jak sądzicie, co działo się w duszy jego? Opadła go litość; i runął nagle, jak się powala dąb, który długo opierał się licznym drwalom, — ciężko, raptownie, ku trwodze tych, którzy go ściąć pragnęli. Lecz za chwilę stał znów na nogach, a oblicze jego przybrało twardy wyraz.
Poznaje ja cię, rzekł spiżowym głosem: tyś jest mordercą Boga! Puść-że mnie.
Nie zniosłeś tego, kto ciebie widział, — kto cię zawsze na wskroś przezierał, ty najszpetniejszy człowieku! Zemściłeś się na tym świadku!“
Tak rzekł Zaratustra i chciał odejść precz; lecz ów niewypowiedzialny pochwycił go za brzeg szaty, począł znów bełkotać i szukać słów. „Pozostań!“ — rzekł wreszcie —
— pozostań! Nie mijaj mnie! Zgadłem, jaka to siekiera powaliła cię z nóg: Chwała ci, o Zaratustro, że znowu stoisz!
Odgadłeś, wiem to dobrze, jak temu jest na duszy, co jego zabił, — mordercy Boga. Pozostań! Przysiądź się do mnie, nie będzie to daremne.
Do kogóż bo udać się pragnąłem, jeśli nie do ciebie? Pozostań, siądź tutaj! Nie patrz jednak na mnie! Uczcij w ten sposób — brzydotę moją!
Prześladują mnie oni: tyś się stał mą ostatnią ucieczką.