Strona:Na Dzień Trzeci Maia Roku 1792.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ma przed okiem, przed którym zdrady ſię nieſchronią,
Nieſzczerą pierś Oyczyźnie, bić pokutną dłonią.
Stanąwszy nad dołami, łzy nam roszą lice,
KROLU! wiecznie pamiętne będą obietnice,
Kiedyś nioſł Bógu modły, by na Twoiey Głowie,
Wznieść ſię dozwolił ſzczęcia Narodu Budowie:
Tę ſtraszliwą ofiarę dziś na inną zamień,
Wiedź Nas ku ſławie, którey pierwſzy kładzieſz kamień.

Już zwykłemi promieńmi iaśnieiąca chwila,
Ku zachodowi w ſwoim biegu ſię nachyla,
Ale nieznanych uciech nie ſyta Stolica
Zda ſię zamgloney ziemi wracać blaſk Xiężyca.
Rzęſiſte ognie koley zaſtępuiąc Słońca,
Nie daią dzienney chwili zwyczaynego końca,
Wśrzod swiateł wzrok przyiemnie rażących bez przerwy,
Daremnie czeka zmroku ſmutny Ptak Minerwy,
A lud uweſelony, w okrzykach y wrzawie,
Po modłach za pomyślność, trawi czas w zabawie.

KROLU! bogday po poźnym żyć maiący zgonie,
Zoſtawuieſz cnot dzielnych przykłady na Tronie;
Dawſzy Nam w ręce światła Twoiego pochodnie,
Wpośrzod klęſk, nauczyłeś ſzukać ſzczęścia zgodnie,
Chcącemu być liczonym w wielkich Królow rzędzie
Doſyć ieſt, kiedy Ciebie naśladować będzie.
Na waleczne Filipa poglądaiąc czyny,
Licząc Laury zwycięzkie, zlane krwią Wawrzyny,
Troſzczy ſię Alexander, y zawiścią płonie,
Czym ſię wſławić potrafi po Oycowſkim zgonie?
Królu! ſmutnieyſza koley Twych naſtępcow czeka,
Tamten niſzczył podboiem, Tyś podnioſł człowieka;
Ty go z ręki dumnego wyrwałeś tyrana,
Obudwom ſpolne Prawo nadawszy za Pana;

Dzi-