Strona:Mowy Sejmowe. Nr 2.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i raczej muszę potwierdzić opinję, wydaną tu przez poprzednich mówców, szczególnie przez kolegę Witosa), złożyli dowód wielkiej nieudolności i wielkiej niezaradności. Wystarczy spojrzeć na ulice miasta Warszawy.
Opowiadają tu koledzy, że ludność pod Babią Górą ginie z głodu, a w Warszawie nie brak niczego, i w haniebny, — wyzywający sposób zbytek pokazuje się na każdym kroku. Rumieniec wstydu występuje bezustannie na policzki uczciwego obywatela, patrząc na to, co się dzieje, na te zbytki, gdy obok snują się całe dziesiątki, setki żebraków, gdy ludność mrze i pada z głodu na ulicach miasta.

Za wiele urzędów.

Kolega Witos dał nam smutny obraz stosunków administracyjnych. Nie przypuszczam, aby kolega Witos twierdził, że wszyscy urzędnicy, których kraj nasz posiada, są tak zepsuci, jak ci, których tutaj nam przedstawił. Ale na to stanowczo zwrócić musimy uwagę, że urzędnik w pierwszym rzędzie jest sługą kraju i sługą ludności. Tego żaden urzędnik zapominać nie powinien. Ale zdaje się, częstokroć o tem zapomina, boć wystarczy wskazać na to, że np. ministerjum spraw zagranicznych, to ministerjum nowopowstającego państwa, ma więcej urzędników, niż urząd Rzeszy Niemieckiej do spraw zagranicznych, albo angielskie ministerjum spraw zewnętrznych. Poszanowania grosza publicznego nam przedewszystkiem potrzeba w tem naszem młodem państwie.

Braki w zarządzie wojskowym.

Ale mówiąc o tem i nawiązując do słów pana kolegi Witosa o wojsku i panujących w niem stosunkach, — nie mogę pominąć jednej rzeczy. Na czele intendentury stał, czy bodaj stoi jeszcze Czech, pan Zawrzil, który — za czasów okupacji austrjackiej z ramienia rządu austrjackiego — łupił i plondrował ludność polską. (Głosy: precz z nim.) Ten pan, jako pułkownik, przybył do Warszawy, został mianowany generałem i stanął na czele intendentury armji polskiej. Znamienne dla gospodarki tego pana jest, że, jak następnie doniesiono mi, pan ten na miesiąc marzec zażądał na potrzeby wojska, między innemi, 750 wagonów mąki, 190 wagonów kaszy i strączków, 784 wagonów owsa. Licząc na głowę żołnierza 500 gramów mąki, jest to już bardzo obficie; z tegoby wypadało, że mamy wojska pod bronią pół miljona chłopa. (Na sali śmiech.) A licząc 5 kilogramów owsa na konia, otrzymamy rezultat, że armja polska ma 52, 500 koni. A ponieważ armja polska tej liczebnej siły nie ma, pytam, na co pan Zawrzil zapotrzebował te ilości, czy czasem nie dlatego, aby tej drugiej armji, której jest także członkiem, armji czesko-słowackiej, dostarczyć żywności i furażu? Pan Zawrzil — czy jest jeszcze głównym intendentem? Przed wybuchem wojny czesko-polskiej, a raczej przed nikczemnym napadem czeskim, zgłosił się do swojej władzy i poprosił, ażeby go usunięto, ponieważ jest on członkiem armji czeskiej. (Głosy: słuchajcie!). Nie znam w Europie takiego państwa, któreby trzymało oficera innego państwa, z którem żyje w stosunkach naprężonych i wojennych, — jako wysokiego oficera i urzędnika państwowego. Proszę panów, to jego