Strona:Mikołaj Biernacki - Piosnki i satyry.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ja jego widział z wytartą
Na łokciach kapotą,
Z nim nawet gadać nie warto,
On chodzi piechotą!

Aj! aj! kto go taki chwali?
Kto taki? kto taki?
Oni chyba zwarjowali
Te wszystkie pismaki!
Mnie sam książe hrabia przecie,
Kłania się i ściska!
A nigdy niema w gazecie,
Mojego nazwiska!

Ach! jakby to miło czytać,
Goldberg i pochwały!
Ztąd nawet dałby się schwytać
Czasem zysk niemały.
Muszę posłać trzy tysiące,
Na kraj wygłodzony;
Zaraz będą pisać brzmiące
O mnie fejletony.

Że jestem pełen zasługi,
Wielki i ofiarny;