zdaje się głęboko spać. Aryella, łkając, ukrywa się na stopniach estrady. — Z lewa, na przeciwnym końcu sali, otwierają się małe drzwi — i wchodzi Joyzella owinięta długim płaszczem z lampką w ręku... Robi dwa lub trzy kroki, potem się zatrzymuje. — Aryella wstaje — i niewidzialna za ciężką zasłoną, czeka u stóp łoża).
Joyzella (zatrzymuje się, z błędnem okiem, niepewna, drżąca). Teraz i tutaj... Robię ostatni krok... Aż do tej chwili, której czas teraz już nie może zatrzymać, a w której ma się stać rzecz niezgładzona; aż do tych małych drzwiczek, które się zamknęły nad dwojgiem przeznaczeń, wiedziałam, wiedziałam wszystko, co należy uczynić... Ach, rozmyślałam długo, długo i sądziłam sprawiedliwie. Było tylko to, nie było nic innego; było to pewne, słuszne, nieuchronne... Ale teraz wszystko się zmienia i wszystko zapomniałam. Są inne siły, inne głosy — i sama jedna stoję przeciw temu — wszystkiemu, co szepcze w tę noc niepewną... Sprawiedliwości! gdzie jesteś? Sprawiedliwości! co mam czynić? Ja to działam,
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/94
Wygląd
Ta strona została przepisana.