niec takim, jakim cię widziałem śród igraszek dziecięcych; i gdy spoglądam na ciebie, siebie samego widzę w jakiemś zwierciadle poważniej szem, szlachetniejszem i głębszem, niż wszystkie zwierciadła tam w sali. Ale cóż powie Joyzella? Śmiać się będzie do rozpuku, wspominając swą bojaźń, gdyż wyobrażała sobie... Nie, ona sama ci powie, co myślała — i sama się ukarze za te szalone strachy. Nienawidziła ciebie, ale jakąś tkliwą nienawiścią, która już się uśmiechała, jakby przez nią przenikały promienie miłości... Ale gdzież ona się chowa? Od dwóch godzin szukam jej napróżno. Czyś jej nie widział? Muszę natychmiast jej opowiedzieć o szczęściu, jakie nam przynosi wieczór dzisiejszy.
Merlin. Jeszcze nie. Muszę być dla niej aż do końca dzisiejszego dnia — tyranem bez litości, który ją przeklnie w swem sercu. Biedne moje, drogie dziecię! Jakżem dręczył jej niebiańskie serce. Ale ty już znasz cel tych wszystkich prób. Dręcząc was, byłem tylko narzędziem losu i burzącym się wciąż niewolnikiem innej woli, której źródła
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/88
Wygląd
Ta strona została przepisana.