Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Joyzella. O, nie, nie, Lanceorze! tyś mię nie stracił...
Lanceor. Głos twój pożąda uśmiechu, a tylko żałość znajduje.
Joyzella. Tak, chciałabym się uśmiechnąć i już się uśmiecham... Ale nie dziw się; płakałam tak długo i tak rozpaczliwie, że łzy jeszcze dotąd mimowoli stoją mi w oczach... Radość była tak daleko, że nie może powrócić za pierwszym pocałunkiem... Trzeba wiele pocałunków, zanim ona zdobędzie w sercu mojem zaufanie — i prawie smutna jestem śród tego szczęścia...
Lanceor. O biedna moja Joyzello! Więc to to oznacza twoje milczenie tak surowe... A ja się niepokoiłem, jak głupie dziecko... Myślę tylko o sobie, jestem upojony życiem i nic nie rozumiem... Zapomniałem, że na twojem miejscu utraciłbym odwagę... Prawda, masz rację, to ty wracasz z krainy śmierci — nie ja. A gdy dwie istoty kochają się tak jak my się kochamy, tylko ten, który nie umiera, umiera rzeczywiście. Nie kryj swoich łez... Im zdajesz się smutniejszą, tem bardziej widzę, że mnie kochasz... Teraz,