ja potrafiłbym to zrobić... Nie przypuszczałbym, że ten biedny starzec... Nieprawdaż, Joyzello, że to niemal niewiarogodne i że to bohaterskie...
Joyzella. Tak.
Lanceor. Gdzież on jest? Musimy iść rzucić mu się do nóg, wyznać swój błąd, zmazać naszą niesprawiedliwość, żeśmy go nie kochali... Musi on mieć swój dział — i najlepszy dział szczęścia, które nam zwraca... Musi on mieć nasze serca, naszą radość, nasze uśmiechy i nasze łzy miłości: wszystko co można dać tym, którym się daje wszystko...
Joyzella. Pójdziemy, pójdziemy...
Lanceor. Joyzello, co ci jest?... Niewiem, czy moje zmysły są jeszcze pod panowaniem nocy, z której wychodzę, ale nie poznaję twoich słów i ruchów... Myślałby kto, że ty się wahasz, że wątpisz, że śnisz... A ja, który powracam do ciebie pełen radości i miłości — — tak mało ich znajduję w twych oczach, co się kryją przedemną; w twoich rękach, co o mnie zapomniały. Cóż się stało? Po co mnie przywołano do życia, jeżeli w czasie mego letargu — utraciłem to, com kochał.
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/85
Wygląd
Ta strona została przepisana.