Joyzella. To był on.
Lanceor. Nie rozumiem dobrze. Więc to on mię przywołał do miłości, do życia. Chciał mię oddać tej, która mnie kochała i którą on sam kochał? Joyzella. Tak.
Lanceor. Ale dla czego to zrobił?
Joyzella. Błagałam go tak gorąco, aż przystał.
Lanceor. Czy się wahał?
Joyzella. Tak.
Lanceor. Dlaczego?
Joyzella. Mówił, że ratując twoje życie, stawia na kartę swoje.
Lanceor. Nic go nie zmuszało... A więc poprostu wrócił on życie jedynemu człowiekowi, który niweczy mu nadzieję miłości, coby go mogła uszczęśliwić.
Joyzella. Tak.
Lanceor. I nic za to nie żądał? tylko przez dobroć, litość, szlachetność...
Joyzella. Tak.
Lanceor. Ach, byliśmy niesprawiedliwi, a najgorsi wrogowi są lepsi niż nam się zdaje... Są skarby szlachectwa i miłości nawet w sercu nienawiści... I on to zrobił... Nie, naprawdę nie wiem, czy
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/84
Wygląd
Ta strona została przepisana.