pić pieszczoty twoich rąk, promień twoich oczu, muszę ująć złoto przeczyste twych włosów, które mi świadczą, że jest dzień! Ach, ty nie wiesz, jak się kocha, umierając — i jak ja kochać cię będę, ja com utracił ciebie i odnalazł z powrotem...
Joyzella. I ja też, i ja też!
Lanceor. O, jakaż to radość wrócić w objęcia ramion, które drżą jeszcze, bo już nie miały nadziei... Czy ty czujesz, jak twoje ramiona drżą, a moje cię ubóstwiają? Szukają się, obejmują, pełne trwogi, że się zatracą i nie śmią już się otworzyć. Już nie słuchają nas, nie wiedzą, że ranią i duszą nas w swojem ślepem upojeniu. Ah, wiedzą one wreszcie co znaczy uścisk gorącego ciała; i chcialoby się umrzeć, aby poznać życie i poznać miłość!...
Joyzella. Tak, chciałoby się umrzeć...
Lanceor. To dziwne, kiedy byłem tam — w tej lodowatej krainie — ktoś zbliżył się do mnie... zdaje się, żem go poznał.
Joyzella. To był on.
Lanceor. Kto?
Joyzella. Pan tej wyspy.
Lanceor. On? Ależ on mnie nienawidził.
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/83
Wygląd
Ta strona została przepisana.