cono... Słuchaj mnie, Lanceorze, chciałabym cię zobaczyć, szukam twego oblicza, nie kryj czoła w mych włosach, co cię kochają... Oczy moje kochają cię więcej i dopominają się o swój dział... (Lanceor zlekka podnosi głowę). Słyszał mnie i wysłucha!... O, już niema wątpienia, zmartwychwstał, tu — wobec mnie — i jest teraz żywszy niźli samo życie... On tu jest przy mnie, a róże jutrzenki i kwiaty przebudzenia ożywiły jego jagody i pokrywają jego uśmiech... on już się uśmiecha tak jakby mnie miał zobaczyć... Ach, bogowie są za dobrzy! Mają litość nad ludźmi! Jest niebo, co się otwiera! Są bogowie miłości! Są bogowie życia.... Trzeba im okazać wdzięczność i kochać się więcej, ponieważ oni nas kochają... Pójdź, pójdź w me ramiona: oczy twoje szukają mnie jeszcze, ale usta twe mnie odnajdują... Już się otwarły, by wywołać moje! a moje usta patrz — oto są — pełne miłości...
(Milczenie. — Joyzella całuje go długo i gorąco).
Lanceor (wracając do przytomności). Joyzello!
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/81
Wygląd
Ta strona została przepisana.