dę miał; tę chwilę mi daj. (Zbliżając się do Lanceora). Patrz, Joyzello, twarz jego się rozkłada, zwlekaliśmy za długo, a niebezpieczeństwo rośnie co chwila... Czy przyjdziesz?...
Joyzella (błędnie patrząc dokoła). I nic nie grzmi, nic się nie wali, a ja jestem sama na świecie!..
Merlin (dotykając ciała). Niebezpieczeństwo straszne, poznaję symptomy...
Joyzella. A więc dobrze, przyjdę! Przyjdę tej nocy! przyjdę wieczorem!... Ale naprzód ratuj go! zwróć mu życie. Patrz, te oczy się wydrążają, te usta więdną, a ja tu się targuję o jego życie, jakby szło...
Merlin. Zwrócę ci go. Ale pamiętaj, Joyzello, że gdybyś nie była wierną swej obietnicy, ręka, co go leczy, uderzyła by go bez litości...
Joyzella. Nie, będę wierną słowu — i na kolanach pójdę na drugi świat, aby być wierną. Przyjdę, mówię ci... Cała ci się oddam, cała jestem twoja... Czego chcesz więcej?... Nic mi już nie pozostaje...
Merlin. Dobrze. Mam twą obietnicę. Wypełnię swoją. (Na stronie, biorąc
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/79
Wygląd
Ta strona została przepisana.