Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

nach i uśmiechać się do miłości, którą odnajdzie nanowo, mam w tej samej chwili odebrać mu wszystko, co mu dałam?... Ale cóż mu pozostanie, gdy ty nam wszystko zabierasz; i cóż ja mu powiem, gdy on mię uściśnie?...
Merlin. Nic mu nie powiesz, jeżeli istotnie szczęścia jego pragniesz...
Joyzella. Ale ja muszę powiedzieć mu wszystko, ponieważ go kocham... Nie, nie, ja to widzę dobrze... To niemożliwe, to nie istnieje... I muszą być bogowie czy demony, co przeszkodzą temu: inaczej nie wiem, po co pragnąć życia... Mam ufność do ciebie... To była tylko próba, i wszystko to jest sen, nie rzeczywistość. I zdaje mi się nawet, że już z mniejszą złością patrzysz na mnie. Patrz, błagam cię, rzucam się do twych nóg i całuję twe ręce... Wyznam ci wszystko... Nie kochałam ciebie, boś go zbyt nienawidził; ale nie przypuszczałam nigdy, abyś był tak niesprawiedliwy i tak niegodny miłości. Kiedy tu wszedłeś, nie wahałam się; poszłam ku tobie, błagałam cię, abyś wyrwał śmierci jedynego człowieka, którego kocham; a przecież