Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

przerwać, jeżeli ja się na to nie zgodzę. Uprzedziłem cię o tem. Trucizna czyni swoje; ja to rozpoznaję.. Ja tylko jeden mogę go wyleczyć, wyrwać z objęć śmierci, przywołać jego moc i piękność, co przechodzą — i oddać ci go takim, jakim był zanim...
Joyzella. Ach, błagam cię, nie zwlekaj! Cóż mnie jego piękność obchodzi, gdy jego życie zanika... Zwróć mi go takim, jakim jest — cóż mi znaczy piękność — abym go tylko miała z powrotem, aby tylko oddychał...
Merlin. Dobrze, ja ci go zwrócę... Jużem to zrobił dwa razy — i żałowałem tego — i poraz ostatni to zrobię, ponieważ tak bardzo tego pragniesz; ale jest to ofiara, jakiej by nie uzyskał nikt prócz ciebie. Zwracając mu życie, stawiam na kartę swoje własne. Aby jego siłę przebudzić, aby jego duszę przywołać do życia, muszę mu oddać część swojej siły, część swojej duszy. Może być, że on mi zabierze więcej niż mi pozostało — i że martwy upadnę koło rywala, któregom obudził do życia... Niegdyś ryzykowałem tak moje życie, aby ratować przechodnia,