Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

żne, a wszystko inne jest szaleństwem... Zbliż się, zbliż, bo mówię ci, że ona tryumfuje, i że zwycięży! Patrz, jak zsiniały te ręce, jak te oczy blask utraciły, a to jest przerażające...
Merlin. Joyzello, nie lękaj się niczego; życie jego jest w moich rękach i uratuję go, jeżeli chcesz, aby go uratować.
Joyzella. Jeżeli chcę, by go uratować?.. Ależ czy nie wiesz, że gdyby się wahał... Ale czy nie wiesz, że gdyby dla niego było trzeba... Nie, nie, chcialam powiedzieć... przygnębienie plącze mój umysł... On już nie oddycha, nie słyszę bicia jego serca. Tyś tak powolny! Czy sądzisz, że niema niebezpieczeństwa, że pośpiech nie jest konieczny!.. Nie będę już mówiła więcej; przeżeranie tracisz minuty, w czasie których może mógłbyś go uratować... Jeżeli nie chcesz mu dopomódz sam — i rozumiem to, bo ty go nienawidzisz — powiedz mi poprostu, co mam uczynić, by go uratować. Potrafię to zrobić. Ale widzę i pewna jestem, że już nie można czekać i że należy się śpieszyć.
Merlin. Powiedziałem ci, Joyzello, życie jego jest w moim ręku i nie może się