wam na ciebie moje siły, moje godziny, moje lata... Oto je masz, oto one! Uczyń tylko gest, otwórz usta... To musi być... Musi być możliwem takie wskrzeszenie tych, których kochamy więcej niż siebie... Ponieważ oddaje się im wszystko, oni muszą przyjąć... (Podnosi głowę, by spojrzeć na Lanceora). Upada! Oddala się! (Półobłąkana chwyta go znów w objęcia). Na pomoc! To za wiele! Na pomoc! Przybywajcie! Ach, nie, ja wiem dobrze, wiem, wiem, — to nie ona! Ona nie przychodzi, gdy miłość jej tak grozi!.. Nie, nie, ja się nie lękam niczego, nie, nie, ja nie chcę... Ale wołam pomocy, ratunku! Nie mogę być sama, nie mogę walczyć sama przeciw wszystkim potęgom nadchodzącej Śmierci! Jeżeli nikt nie przyjdzie, ona zwycięży! Pomocy, wołam!.. Musi ktoś przyjść na pomoc!... Życie musi mi pomódz, bo ja już nie mogę, nie mogę i... upadniemy.
(Upada we łzach na martwe ciało Lanceora. Wchodzi Merlin).
Merlin. Joyzello, oto jestem.
Joyzella (prostuje się, jakby idąc na spotkanie Merlina, przyczem trzyma
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/70
Wygląd
Ta strona została przepisana.