krucha Aryello, która byłaś we mnie... Uczyniłem dwa — trzy śmielsze kroki naprzód w ciemności. Uczyniłem nieco wcześniej to, co oni zrobią jutro... Wszystko im będzie ulegało, gdy się w końcu nauczą ożywiać twoją dobrą wolę, jak ja ją ożywiłem... Ale napróżno mówiłbym im, że ty tutaj drzemiesz; napróżno bym pokazywał twój promienny wdzięk: nikt by cię nie zobaczył. Każdy musi cię odkryć sam w sobie... Każdy musi, jak ja, otworzyć grób swego życia — i obudzić cię, jak ja cię budzę...
(Przechyla się nad Aryellą i całuje ją w czoło).
Aryella. Mistrzu!
Merlin. Oto czas, Aryello, w którym miłość czuwać musi. Nieraz w tych dniach — będę sen twój niepokoił.
Aryella. Sen mój był tak długi, że usypiam wciąż na nowo. Ale czuję się mocniejszą i szczęśliwszą za każdem przebudzeniem, jakie mi twoja myśl nakazuje...
Merlin. Którędy prowadzisz mego syna i kiedy go zobaczę?
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/7
Wygląd
Ta strona została przepisana.