Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

chwilę siedzi na ławce, nieruchoma, z rozszerzoną źrenicą, mocno utkwioną przed siebie. — Poczem się podnosi, wstaje i oddala powoli, nie odwróciwszy głowy).


Akt IV.
(Sala w pałacu. Wgłębi, naprawo, wielkie łoże marmurowe, na którem leży Lanceor nieprzytomny. Joyzella strwożona, z rozwianym włosem, krąży koło niego).
SCENA I.
Joyzella, Lanceor, potem Merlin.

Joyzella. Lanceorze! O, już on mnie nie słyszy! Oczy ma szeroko otwarte!... Lanceorze! Jam tu, jam przy tobie, patrzę w twoje oczy. Spojrzyj na mnie, spojrzyj! Nie, on mnie nie widzi... Lanceorze, miej litość nademną!... Jeżeli glos twój za slaby, daj jakiś znak życia... Ramionami cię obejmuję, kochającemi ramiony... Przyjdź, o przyjdź do siebie