uczynić zeń najczystszego, najszczęśliwszego człowieka: — on tam — poza nami — o dwa kroki od tej ławki — w cieniu tych liści, które sądzi nieprzeniknionemi dla oka — on leży tam w objęciach kobiety, z którą parę dni temu — jak to sama widziałaś — kalał już tę cudowną miłość, jaką ty mu dałaś...
Joyzella. Nie.
Merlin. Dla czego mówisz: nie — nawet nie patrząc na mnie?
Joyzella. Bo on, to ja sama...
Merlin. Nie chcę, abyś wierzyła mym słowom. Proszę tylko, abyś odwróciła głowę.
Joyzella. Nie.
Merlin. Czy słyszysz szmer ich pomieszanych głosów — i śpiew pocałunków, odpowiadających pocałunkom.
Joyzella. Nie.
Merlin. Nie podnoś głosu, aby przerwać zbrodnię, której nie chcesz widzieć. Nie usłyszą ciebie; oni słuchają tylko swych ust... Ale odwróć się, Joyzello, błagam cię! Idzie o twoje życie i o szczęście, do którego masz prawo. Nie odpychaj prawdy, która sama idzie ku tobie