Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

sobie tylko, abyś jego więcej nie kochała... To wszystko, o co błagam los; a los tej nocy wysłuchał mych błagań...
Joyzella. Jakto?
Merlin. Próba jest surowa i smutna. Chciałbym ci jej oszczędzić. Ale ty wiesz, że są nieszczęścia zbawienne, przed któremi hańbą jest uciekać. Dość jednego ruchu, aby zburzyć świat. Małe odwrócenie szyi, która jeszcze się pochyla tak spokojnie; jedno spojrzenie tych oczu zbyt ufnych i zbyt niewinnych — zniweczy wobec mnie rzecz najpiękniejszą, jaka budzi miłość w sercu niewieściem.. A jednak, to konieczne. Sprawiedliwie jest i dobrze, aby ona dziś rozpadła się we łzach, które może nie będą niezatarte, ponieważ później płynęłyby w cierpieniach, których nic nie pocieszy!...
Joyzella. Co chcesz powiedzieć?
Merlin. Że w tej samej chwili, kiedy wszystko, co w twojem sercu jest nietkniętem i prawdziwem, przezroczem i gorącem; — kiedy wszystkie przejrzyste moce twej duszy, wierność, prawość, niewinność twojej krwi dziewiczej unoszą się ku temu, któregoś wybrała, aby