i porównywają to, czem on jest z tem, czem ty jesteś?... Ale ty nie wiedziałeś, czem on jest w mojem sercu, że go tak udajesz... Ty obok niego; ty w tem ubraniu i w tej postaci, ach, to jakby śmierć chciała udawać życie... Ale choćby było dwadzieścia tysięcy podobnych do niego, gdyby on jeden tylko nie był podobny do samego siebie z dnia wczorajszego, pominęłabym dwadzieścia tysięcy widziadeł, i poszłabym wprost do tego jedynego człowieka, który nie jest snem śród innych snów! Oh, nie próbuj kryć się w cieniu. Cofasz się zapóżno. Odkryłam cię i wiem, kto jesteś. Znam twoje czarodziejstwa — i jakżebym się śmiała, gdybym nie czuła trwogi, żeś uzurpował tę postać tak drogą i tak nie możliwą do poznania — za pomocą sztuk złośliwych — i żeś mu zadał jakieś wielkie cierpienia... Cóżeś mi zrobił! Gdzie on jest? Ja się dowiem. Nie odejdziesz bez wyjaśnienia. (Chwytając za rękę Merlina). Jam jest sama, jam słaba... Ale ja chcę, ja chcę... Ja się dowiem, dowiem.
Merlin. Zanadto cię kocham, Joyzello, aby cokolwiek złego mu uczynić, dopóki
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/63
Wygląd
Ta strona została przepisana.