Odejdź, odejdź, mówię tobie. (Aryella, zasłaniając twarz, odchodzi w milczeniu). Zrzekam się swego działu — i dla ciebie synu mój, kończę próbę. (Zdejmuje płaszcz i ukazuje się większy i odmłodzony, pokryty suknią podobną, do szat Lanceora — i sam do niego dziwnie podobny. Zbliża się do Joyzelli). Ach, moja czysta Joyzello! Cierpisz też, i jeszcze będziesz cierpiała, ponieważ w łzach ukrywa się twe przeznaczenie: ale cóż znaczą cierpienia, prowadzące do miłości...
Za najokrutniejsze z tych błogosławionych cierpień oddałbym wszystkie radości, jakich doznałem w moim biednym żywocie (przechyla się nad Joyzellą). Aryella mówiła prawdę. Dość jednego ruchu, abym cofnął wstecz godziny i dni i tak się wyzwolił od przeraźliwego końca, który los mi przygotowywa. Tak, ale ten ruch niweczy tego, którego kocham bardziej, niż samego siebie; tego, którego lata wybrały dla miłości, jakiej ja oczekiwałem. Ah, gdy się tak trzyma w ręku szczęście własne i szczęście drugiego człowieka! kiedy trzeba zdeptać je-
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/60
Wygląd
Ta strona została przepisana.