Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

nieporównaną, zapisało straszną przyszłość pełną łez, co go czeka i mnie z nim... Rozlewam swą tkliwość bezsilną i wzruszoną nad twoim snem tak spokojnym... Oto jedyny pocałunek, który dać ci mogę... Ah, czemuż ten, którego jestem tylko cieniem nieświadomym i uległym, nie przybywa tu sam, aby cię pocałować w usta, które mnie nęcą, jak wszystko co jest piękne nęci tajemnicę.
(Całuje Joyzellę w czoło).
Joyzella (uśpiona). Lanceorze!
Aryella. Jeszcze jeden pocałunek... Ostatni, jak się pije u źródła zakazanego przez aniołów, co strzegą tajemnic czasu i przestrzeni — a u których brzegu już nigdy się nie usiądzie.
Joyzella (uśpiona, głosem rozmarzonym). Czy to ty, Lanceorze! Niechaj twe usta lube będą tchnieniom zorzy. Upadam pod ciężarem kwiatów, sypiących się z Raju!
Aryella. Wierna we śnie i stała w marzeniu! Demony nocy nie wykradną nic z miłości, która wypełnia przeszłość i przyszłość serca... Ah, panie mój i ojcze! Na nią to czekała napróżno twoja na-