z lazurem, przez który się prześlizgują promienie... Zamknęła jasne swe oczy, a jednak światło spadające z gwiazd, z drżeniem podnosi jej rozmodlone powieki, aby znaleźć pod niemi ostatnie wspomnienie pięknego dnia, którego już niema. Usta jej są kwiatem wilgotnym co oddycha; a lilje oblały kroplami rosy jej nagie ramiona, aby dać jej część pereł, jakich noc udziela w milczeniu, w imię nieba, otwartego na skarby świata... Ach, Joyzello, Joyzello! Jam jest tylko widziadłem zabląkanem w nocy, bardziej zabłąkanem, niż. ty — pomimo me jasnowidzenie — i bliższem grobu, gdzie szczęście zamiera... Nie należę do siebie, słucham swego mistrza, nic ci nie mam dać, jedno niewidzialny pocałunek, który cię zbudzić nie może i który nawet nie jest moim... Ale ja cię kocham, kocham jak mniej szczęśliwa siostra kocha tę, którą miłość wybrała przed nią... Kocham cię, otaczam cię kołem wszystkich potęg, niewypowiedzianych w modlitwach człowieka — i chciałabym, aby mój pan spotkał był ciebie wcześniej, zanim przeznaczenie, które mu wydziera tę godzinę
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/55
Wygląd