nie mógł zniszczyć... Oszukałem, skłamałem — i to w tej samej chwili, w której najmniejsze kłamstwo w sferze, gdzie nic się nie zaciera, — rodzi błąd, którego miłość nie może przebaczyć... Prawda umarła w naszem jedynem sercu... Straciłem ufność, którą moje myśli otaczały twoje myśli — tak jak wodę przezroczystą otacza woda jeszcze jaśniejsza. Już nie wierzę samemu sobie, już nie wierzę w siebie; niema już nic czystego, w czem byś mogła się przejrzeć i cień mój odnaleźć... A dusza moja jest jeszcze smutniejsza niż moje ciało...
Joyzella. Czy całowałeś tę kobietę?
Lanceor. Całowałem.
Joyzella. Czy ona cię wzywała?
Lanceor. Nie wzywała.
Joyzella. A czemużeś mówił, żem się omyliła?
Lanceor. Po cóż ci to mówić, Joyzello: jest zapóźno. Nie wierzyłabyś mi wcale, bo musiałabyś uwierzyć w rzeczy niewiarogodne. Szedłem jak w marzeniu, jak we śnie niezwyciężonym i szyderczym... Mój duch, rozum, wola — czy ja wiem? — były dalej od siebie samych,
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/51
Wygląd
Ta strona została przepisana.