włosy, co ci twarz zakrywały i czyniły ją tak smutną. Spójrz, jak one są podobne do tych, które odgarniałam w pierwszym pocałunku. Dość, dość, nie myśl już o kłamstwach zwierciadeł. One nie wiedzą, co mówią; ale miłość dobrze wie o tem. Już życie powraca w twoich oczach, które mnie odnajdują. Nie miej żadnej obawy, boja nie czujęjej bynajmniej... Wiem, co trzeba uczynić — i znajdę tajemnicę, co twoją chorobę uleczy.
Lanceor. Joyzello!
Joyzella. Tak, tak, zbliż się do mnie. Kocham cię, gdyś tak w pobliżu mnie, jak w tej minucie szczęśliwej, kiedy nas wszystko łączyło...
Lanceor. Ah, rozumiem to; ale inna, inna rzecz!...
Joyzella. Jaka rzecz?
Lanceor. Rozumiem, że można swoją miłość odnaleźć w ruinach; że można zgromadzić jej szczątki i jeszcze można je kochać. Ale gdzież są szczątki naszej miłości? Nic już z niej nie pozostało; ponieważ zanim los mnie uderzył, jak to widzisz, ja sam zniszczyłem to, czego on
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/50
Wygląd
Ta strona została przepisana.