Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.
Akt III.
Pokój w pałacu.
SCENA I.
Lanceor, potem Joyzella.

(Ukazuje się Lanceor wychudły, zgarbiony, postarzały, niepoznawalny).
Lanceor (przed zwierciadłem). Kto ja jestem? W ciągu paru godzin postarzałem o lat trzydzieści. Trucizna robi swoje i ból podobnież... Z przerażeniem patrzę w zwierciadło, w którem widzę resztki samego siebie... A jednak ono nie kłamie. (Idzie do innego lustra). Bo oto drugie zwierciadło, które mówi mi to samo. Chyba, że wszystkie kłamią, jak wszystko mi się zdaje kłamać i igrać ze mną na tej nadzwyczajnej wyspie. (Dotyka się twarzy).
Niestety, one mają słuszność. Zmarszczki, które śledzi moja dłoń, nie są wytworem złośliwości kryształu. To moje własne ciało. A te plamy okropne, których zetrzeć nie można, czuję w dotknięciu palców... Ramiona się przygarbiły —