Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Merlin. A ty o tem nie wiesz?
Aryella. Nie wiem. Dusza jej nie całkiem się mieści w mojem kole; zależy ona od pierwiastku, którego nie znam, który widzę tylko w niej, a który zmienia przyszłość... Starałam się ją poddać swej władzy; ale ona słucha mię tylko w drobiazgach. Jednakże czas działać. — Idź, poszukaj Joyzelli, a mnie pozostaw syna. Idź, aby próba nie była chybiona. Ożywię go, odnowię i pogłębię, i bardziej jeszcze zaślepię upojenie, w którem go pogrążyłam, i stanę się widzialną jego oczom, aby okłamać jego pocałunki.
Merlin (z uśmiechniętym wyrzutem). Aryello!
Aryella. Idź, pozwól mi działać!... Ty wiesz, że pocałunki, które się daje biednej Aryelli są jak muśnienie skrzydła, co się zamyka nad wartką wodą...
(Merlin odchodzi. Aryella idzie do marmurowej cysterny, tam pół ukryta za gąszczem laurów, zwija skrzydła, które ją osłaniają, siada na stopniach darniowych koło cysterny i powoli rozpuszcza swe długie włosy. Tymczasowo Lanceor budzi się zwolna — poomacku).