Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

rakter; będziemy mieli widok, co śmiech wywoła.
Merlin. Ja się nie uśmiechnę, bo to widok smutny — i nie lubię patrzeć, gdy piękna i szlachetna ‘miłość, miłość, która się uważa za wyrocznię jedyną — pryska za pierwszą próbą, w ramionach widma.
Aryella. Lanceor nie jest wolny, bo nie jest już sobą samym — i od godziny oddaję go na pastwę instynktu...
Merlin. Powinienby go zwyciężyć.
Aryella. Mówisz tak, bo ja ci jestem uległą; ale przypomnij sobie te czasy, kiedy byłam mniej posłuszną.
Merlin. Sądzisz się uległą, bo ja cię zwyciężyłem; ale nawet w światłości, w której cię potrafiłem wychować, pozostaje w tobie wiele cienia i spostrzegam w tobie coś okrutnego, co nazbyt urąga słabościom ludzkim.
Aryella. Słabości ludzkie często są konieczne do przeznaczeń życiowych.
Merlin. Cóż się stanie, jeżeli on ulegnie pokusie?

Aryella. Ulegnie, to zapisane... Idzie o to, czy miłość Joyzelli przeważy tę próbę.