Joyzella. Nie wierzę.
Merlin. Nie uczyniłem nic, coby zasługiwało na taką nienawiść i podobną obelgę. Ponieważ tego pragniesz, los niechaj za mnie działa.
(Słychać krzyk bolesny po za krzakiem ostromlecza).
Joyzella (rzuca się po za krzewy). Lanceorze!
Lanceor. Joyzello! Jestem raniony! Wąż mnie ukąsił.
Joyzella. To nie wąż... to zwierz przerażający... Pełznie ku tobie... Depcę go nogą... rzężę... zdycha... Lanceorze, ty bledniesz. Oprzyj się na mej piersi... Nie lękaj się niczego, jestem silna... Pokaz mi swą ranę... Lanceorze, jestem tutaj... Lanceorze, odpowiedz!
Merlin (zbliża się i ogląda ranę). Rana jest śmiertelna... Trucizna to powolna, a działanie jej dziwne... Nie rozpaczaj... Ja jeden tylko znam lekarstwo.
Joyzella. Lanceorze, Lanceorze! odpowiedz mi, odpowiedz!
Merlin. Nie odpowie nic, śpi głęboko. Usuń się, Joyzello, jeżeli nie chcesz, aby ten prosty sen nie zakończył się śmiercią.