kocham! Do samej głębi mego serca, do samej głębi mych myśli, do samej głębi mej duszy... Może ja o tem wiedziałem, ale trzeba to było powiedzieć... I same nasze pocałunki niczem były bez tego słowa. Teraz, dość. To słowo żywić będzie moje życie. Wszystka nienawiść świata nie byłaby w stanie go zmazać, a trzydzieści lat nieszczęść nie mogłoby go wyczerpać... W światłości jestem, a wiosna mnie przytłacza. Spoglądam na niebo, a ogród się budzi... Słyszysz ptaki, od których śpiewu rozdzwoniły się drzewa i powtarzają twój uśmiech i twe czarodziejskie: kocham... I patrz, jak złote promienie słońca pieszczą twe włosy, niby djamenty igrające śród płomieni, a tysiące kwiatów chyli się ku nam, by w naszych oczach schwycić na gorącym uczynku tajemnicę miłości, której nie znały.
Joyzella (otwierając oczy). Ach, były tu tylko biedne kwiatki półumarłe...
(Patrzy dokoła siebie zdumiona; gdyż od chwili wejścia Lanceora, choć nie baczyli na to, ponury ogród powoli a magicznie się przemienił. Dzikie rośliny,
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/30
Wygląd
Ta strona została przepisana.