o sobie. Pójdę, dokąd zechcesz, abyś tylko opuścił tę kratę. Zobaczymy się gdzieindziej, później, innego dnia... Potrzeba nam czasu, potrzeba ostrożności, przygotowań... Patrz, ręce wyciągam do ciebie... A mów, co mam uczynić. Co mam ci obiecać?
Lanceor. Otwórz furtę.
Joyzella. Nie, nie, nie mogę!
Lanceor. Otwórz, otwórz, Joyzello, jeżeli chcesz, bym żył.
Joyzella. Dla czego chcesz, bym otworzyła?
Lanceor. Chcę cię widzieć zblizka, chcę dotknąć twoich rąk, których nie dotknąłem, patrzeć na ciebie jeszcze, jakem patrzał wtedy pierwszego dnia... Otwórz albo się zgubię sam... Nie odejdę...
Joyzella. Czy odejdziesz, skoro...
Lanceor. Zapowiadam ci, Joyzello... skoro tylko otworzysz, zanimby jaskółka, zanimby myśl miała czas dolecieć z miejsca, gdzie on jest, zanimby tą myśl zapragnęła ująć mą rękę, która dotknie twojej... Błagam cię, Joyzello, to zbyt okrutne... Stoję u tej furty, jak ślepy że-