Merlin. Dla czego: nie? Czy ty go znasz?
Joyzella. Tak.
Merlin. Od kiedy?
Joyzella. Odkąd go ujrzałam.
Merlin. A dawnoś go ujrzała?
Joyzella. Od chwili, gdy wszedł do tej sali.
Merlin. To zbyt mało.
Joyzella. To wystarcza.
Merlin. Nie, Joyzello — i wnet ci wypadki dowiodą, że to nie dosyć i że otwarte wejrzenie, uśmiech niewinny, łagodne słowa — kryją nieraz zasadzkę niebezpieczniejszą — niż siwy włos niewdzięcznej starości, albo uczucie bez nadziei.
Joyzella. Cóż zamierzasz uczynić?
Merlin. Czekam pewności ostatecznej, a wtedy uczynię to, co prawowite i konieczne, aby już się nie lękać wroga, co gotów się nie cofnąć przed niczem. Nielitościwe środki, jakie przedsięwezmę, tyleż są ważne dla twego bezpieczeństwa co i dla mojego. Bo ta sama kabała nas otacza, a los wiąże nas... Nie mogę dziś
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/21
Wygląd
Ta strona została przepisana.