Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

i smutny. Podobno, daleko stąd ma syna, który może i zginął. Myśli o nim ciągle. Gdy przypuszcza, że go zobaczy, twarz jego się rozjaśnia... on... oto on...

(Wchodzi Merlin).
SCENA III
Lanceor, Joyzella, Merlin.

Merlin. Szukałem cię, Joyzello! (zwraca się do Lanceora i patrzy nań groźnie). Co do ciebie, to wiem, kto jesteś — i znam powody, co cię sprowadziły na tę wyspę; znam też fortel rzekomego rozbicia — i wiem, jaki wróg, cię tu przysłał.
Lanceor. Mnie? Ależ na te brzegi rzucił mię przypadek...
Merlin. Nie wymawiajmy słów bezużytecznych.
Joyzella. Cóż on zrobił?
Merlin. Chciał, niestety, zrobić to, co człowiek uczynić może najnędzniejszego; zdradzić dobroć, okłamać przyjaźń i wrogom sprzedać gospodarza zbyt szlachetnego, który go miał przytulić.
Joyzella. Nie.