Lanceor. One są niezmienne. Trzeba mieć litość, trzeba je szanować.
Joyzella. Nie.
Lanceor. Tybyś nie słuchała?
Joyzella. Nie.
Lanceor. Joyzello, to okropne!
Joyzella. Umarli są okropni, gdy wymagają, abyśmy kochali tych, których nie kochamy...
Lanceor. Joyzello, ja się lękam ciebie.
Joyzella. Powiedziałam. Cóżem powiedziała? Możem zbyt porywcza?
Lanceor. Joyzello, oczy twoje się łzawią na wspomnienie umarłych — i kłamią twoim słowom.
Joyzella. Nie, to nie z tej przyczyny... Może byłam zbyt surowa... A jednak oni nie mają słuszności...
Lanceor. Nie mówmy już o umarłych.
Nie powiedziałaś mi jeszcze, jak się rozbił twój okręt.
Joyzella. Gęsta mgła nas obłąkała. Mgła tak gęsta, że zapełniała ręce, jakby białem pierzem. Sternik się omylił, zgubił drogę. Sądził, że widzi latarnię. Okręt uderzył o podwodne skały. Ale nikt nie zginął. Fale mnie uniosły; a po-
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/17
Wygląd
Ta strona została przepisana.