Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Lanceor. Już sam nie wiem, kto jestem... Przed paru dniami nazywałem się Lanceor; wiedziałem, gdzie jestem i znałem samego siebie. Dziś szukam siebie, wnikam w siebie, dokoła siebie, ale wciąż błądzę we mgle śród widziadeł...
Joyzella. Co za mgły? Co za widziadła? Od kiedy jesteś na tej wyspie?
Lanceor. Od wczoraj.
Joyzella. To dziwne, nic mi o tem nie mówiono.
Lanceor. Nikt mię nie widział. Zrozpaczony, błądziłem po wybrzeżu...
Joyzella. Ach, dla czego?
Lanceor. Byłem daleko stąd, daleko od mego starego ojca, gdy nagłym listem zawiadomiono mię, że mój rodzic umiera... Wyjeżdżam natychmiast... Płyniemy długo. Potem, w pierwszej przystani, gdzie się okręt zatrzymuje — nowy list mi donosi, że już jest zapóźno, że ojciec mój już nie jest żyw. Płynę dalej, aby przynajmniej oczy mu zamknąć i spełnić jego ostatnią wolę...
Joyzella: Dlaczegóż ty więc tu jesteś?
Lanceor. Dla czego, nie wiem, — i jak, nie wiem. Morze było tak jasne, niebo