należy... Wiem, co mię czeka, a jednak idę...
Joyzella. Nie, nie, nie! Mój ojcze, ty nie odejdziesz! Jesteśmy przy tobie, a jeżeli jakie niebezpieczeństwo, którego widzieć nie możemy — grozi twej starości, postaramy się przynajmniej osłabić jego grozę. Gdy troje ludzi się kocha — nieszczęście, które zawisło nad jednym z nich, zmienia się w ciężar miłości, dźwigany wesoło...
Merlin. Niestety, moja Joyzello, wszystko to byłoby bezużyteczne... Obyż chcieli bogowie zsyłać na ludzi tylko klęski dobroczynne, jak były wasze! Ale nie wszystkie wole tajemne są tak jasne i tak dobre... Napróżno jednak mówimy o tem, co zapisane... Jestem tu jeszcze z wami, w ramionach tych co mnie kochają... Dzień mojej niedoli to jeszcze nie dzień dzisiejszy... Radujmy się tą godziną w słodkim smutku, jaki następuje po wielkich radościach — i uważajmy jak zwolna a zwolna upływają minuty miłości w tym bladym promieniu światła nocnego, w którem uściski nasze jeszcze więcej nas uszczęśliwiają... Reszta nie należy jeszcze do ludzi...
Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/106
Wygląd
Ta strona została przepisana.