Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

łość przeważy wszystko, co jest niesprawiedliwe. — Nie sądzę cię zupełnie; los cię zatwierdza; alem szczęśliwy, że on wybrał ciebie między niewiastami.
Joyzella. Ojcze mój! Drżę jeszcze, patrząc na tę broń, która jedną chwilę... Wybacz mi, mój ojcze, jam ciebie już kochała...
Merlin. Ja teraz proszę cię, abyś wyciągnęła do mnie rękę przebaczenia.
Joyzella. Nie, nie, to nie zimne ręce przebaczenia... To ręce, które pieszczą, uwielbiają, dziękują... Rozumiem teraz, dla czego, pomimo nienawiści, nie mogłam cię nienawidzieć! To, coś ty uczynił, było trudniejsze niż wszystko, co ja uczyniłam, bo to było okrutne; a gdy teraz myślę o tem wszystkiem, co się stało, widzę — że to ty, ty, mój ojcze, zniosłeś próbę najcięższą i najgodniejszą.
Merlin. Nie, najgodniejszą nie była żadna z tych, które ty mogłaś widzieć. Będzie ona tajemnicą tego serca, które cię kocha i które w sobie łączy was, a które od was obojga moje dzieci, żąda abyście dla zmiany tej głębokiej tajemnicy w szczęście — dali mu chwilę swej ra-