Przejdź do zawartości

Strona:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

szcze nie wiem; ale wiemy wszystko z góry, gdy się kto kocha tak jak my — i już witam nową prawdę, jaka objawić się musiała temu, który dotknął twego serca... Ach, ojcze, mój ojcze! mówiłem ci o tem dawno... Ale ona nie rozumie, dla czego ja cię całuję... To prawda, to za prędko... Zbliż się, Joyzello, abym was oboje mógł złączyć w jednym uścisku... Mamy przed sobą wroga, co nas kocha; zmuszony był on zadawać nam udręczenia; a ten drogi nieprzyjaciel — to był mój własny ojciec, który sądziłem że zginął; mój ojciec obecny tutaj, odnaleziony powtórnie i który czeka tylko na uśmiech, aby cię też pocałować... O nie oddalaj się, nie patrz na mnie tym wzrokiem, w którym już czuć wyrzuty... Nic nie ukryłem przed tobą... Wiem to od niedawna, od dziś wieczora, od chwili, gdym się z tobą rozstał — i od chwili, gdym się o tem dowiedział, musiałem unikać ciebie, aby się nie zdradzić, gdyż całe nasze szczęście zależało zdaje się, od tej ostatniej tajemnicy; a gdy się tajemnicę składa w miłości, to jakby ukrywano zapaloną lampę w kry-