Jest to sprawą dość niepokojącą, że ile razy natura daje istocie, z pozoru inteligentnej, instynkt społeczny, udoskonalający i organizujący wspólne życie, które wywodzi się z rodziny, stosunku matki do dziecka, jednocześnie, jak to musimy stwierdzić, w miarę rozwoju zespołu narzuca coraz to surowsze rządy, nakłada dyscyplinę, zmusza do posłuszeństwa, słowem tyranizuje coraz to okrutniej, dręczy, skuwa w życie fabryczne, koszarowe, czy galernicze, pozbawione wolności spoczynku, aż do śmierci wysysając z niewolników swych wszystkie siły, skazując na ofiarę wszystkich, na nieszczęście, bez korzyści dla kogokolwiek, a wszystko to czyni jeno poto, by przedłużać i odnawiać, mnożyć na widnokręgu wieków coś w rodzaju gromadnej rozpaczy.
Rzec można, że owe państwa owadzie, które nas poprzedziły w czasie, miały za