śmierci. Komunizm posunięto tu do ludożerstwa, do koprofagji, bowiem wszyscy, rzec można, żywią się jeno wydalinami.
Takie piekło mogłaby sobie wymyślić pszczoła, skrzydlata mieszkanka ula. Nie czuje ona się, jak wolno przypuszczać, nieszczęśliwą z powodu krótkiego, a męczącego życia, doznaje radości, odwiedzając kwiaty, okryte rosą poranną, a upojona łupem wraca w miłą atmosferę, czynną i wonną swego pałacu miodu i pyłku kwietnego. Czemuż atoli termit pełza po ciemnem podziemiu? Jakież uciechy, zapłatę, przyjemności i uśmiechy daje mu jego marne, ponure bytowanie? Czyż od długich miljonów lat żyje wyłącznie dlatego, by żyć, to znaczy nie umrzeć i bez końca mnożyć swój gatunek, bez wszelakiej radości i nadziei, wiodąc żywot najbardziej z wszystkich wydziedziczony, smutny i niski?
Wszystko to są, coprawda, roztrząsania dość naiwnie antropocentryczne. Dostrzegamy same tylko fakty zewnętrzne, prostacko materjalne, zaś nie wiemy naprawdę, co się dzieje realnie w ulu, czy termitjerze. Jest rzeczą zupełnie prawdopodobną, że mieszczą one w sobie tajemnice życiowe, eteryczne,