Nie przytoczyłem przeto ni jednego faktu, któregoby nie można stwierdzić i to łatwo. Jest to pierwszym obowiązkiem, gdy idzie o tak mało znany, a tak zdumiewający świat, w który mamy wkroczyć. Najniewinniejsza fantazja, najdrobniejsza przesada, czy nieścisłość, odjęłyby studjum tego rodzaju cały kredyt i wszelkie zainteresowanie. Ufam, tedy, że błędów takich jest bardzo mało, o ile, oczywiście, nie zostałem wprowadzony w błąd przez tych, których kroczyłem śladem, czego zresztą nie przypuszczam, bowiem trzymałem się jeno entomologów zawodowych, autorów czysto przedmiotowych, myślących trzeźwo, wrażliwych na obserwację naukową wyłącznie, którzy ponadto nie zdają sobie sprawy z cech niezwyczajnych studjowanego przez nich owadu, a tem mniej skłonni są do olśniewania nim kogoś.
Bardzo niewiele zaczerpnąłem z opowiadań setek podróżników, którzy wzmiankują o termitach w formie nie budzącej zaufania, bowiem zazwyczaj powtarzają tylko bezkrytycznie gadaninę autochtonów, lub podlegają skłonności do przesady. Od zasady tej odstępowałem tylko wówczas, gdy szło o po-