Strona:Maurycy Jókai - Papuga.djvu/44

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    — 38 —

    — Młodzieńcze! młodzieńcze! Musiałeś zrobić jakieś wielkie głupstwo! Powiedz otwarcie. Może pojedynek amerykański?
    — Nie.
    — W takim razie wyjaw mi powody tego niepojętego postanowienia. Jeżeli bowiem nie masz ich, to powinieneś iść nie do klasztoru, lecz do szpitala warjatów.
    — Więc powiem panu otwarcie. Dowiedziałem się, że nie jestem synem mojego ojca.
    — Nie rozumiem.
    — Każdy uważa mnie za syna hrabiego Alfreda Sternberga. Jesteśmy tak podobni do siebie jak dwaj murzyni. Wtedy zaś gdy się urodziłem, hrabia Alfred Sternberg był kawalerem, przebywał na Węgrzech i mieszkał nawet w naszym zamku.
    — Powoli, powoli, młodzieńcze! Pomyśl nad tem co mówisz! Taki zarzut podnosisz przeciw matce własnej, i wyrok wydajesz? Przeciw wcielonej cnocie, która już nie żyje i bronić się nie może?
    — Dowodem jest to podobieństwo!
    — Zastanów się pan tylko! Tego rodzaju podobieństwa są zagadką natury dawno już rozwiązaną. U kobiet, w pewnym stanie, powstają one przez idjosynkrazję. Wiedział już o tem patrjarcha Jakób gdy pasał owce Labana.
    — Mało mnie to obchodzi, powoduję się bowiem poczuciem prawa. Nie mogę pozwolić na to, by prawo pierworodztwa w rodzinie Maglayów zostało naruszone, i pragnę by powrócone ono zostało prawemu potomkowi. Wyrzekam się i majątku i nazwiska! W klasztorze będę się nazywał bratem Pawłem, nazwiska Maglay zrzekam się, i pragnę, by cała ta sprawa została załatwioną jak najśpieszniej.